Biuro Obsługi Klienta Napisz: kontakt@aptekazusmiechem.pl Zadzwoń: 607 700 477

dr GOOGLE

 

 ZDROWIE - czego ci nie powie Internet

dr GOOGLE

 
 
 
Badanie przeprowadzone przez firmę Gemius SA wykazało, że aż dwie trzecie internautów poszukuje w sieci odpowiedzi na pytania związane ze zdrowiem. Kobiety interesują się najczęściej dietą, kosmetykami i psychologią, mężczyźni tematyką seksu i uzależnień. Jeśli idzie o choroby, kobiety wyszukują najczęściej porad na temat problemów skórnych, alergii i depresji. Mężczyźni zaś zaglądają do Internetu, by zaczerpnąć informacji związanych ze schorzeniami kręgosłupa, nadciśnienia i chorób serca czy chorób kości, stawów i mięśni. Niestety, ludzie rzadko sprawdzają rzetelność znalezionych informacji, a jeszcze rzadziej zastanawiają się, czy są aktualne. Jak bardzo wychodzi to im na zdrowie?
 
 
 
ZBAWIENNE ŹRÓDŁO
 
 
Wiedza ratuje życie zwłaszcza pacjentom z chorobami nowotworowymi - mówi Krystyna Wechman, prezes federacji stowarzyszeń Amazonki (kobiet leczonych na nowotwory piersi). Dla ciężko chorych ludzi droga do właściwej diagnozy i skutecznego leczenia wymaga wiedzy, rozproszonej wśród wielu lekarzy specjalistów, a przejście przez ten labirynt jest pełne administracyjnych barier. Umiejętność poszukiwania informacji na własną rękę wśród ludzi cierpiących na rzadkie lub trudne do leczenia choroby, często umożliwia znalezienie miejsca w nowoczesnych programach leczenia. Jest to szczególnie widoczne wśród seniorów: zdecydowanie większe szanse mają ci, którym ktoś pomoże skorzystać z Internetu. Dążenie do bycia świadomym pacjentem promują nie tylko organizacje chorych. Swoim autorytetem popiera je środowisko profesorsko-ordynatorskie. Był to jeden z głównych tematów zorganizowanego przez Polską Unię Onkologii cyklu dziennikarskich spotkań „Rozmowy o Czasie”. Bo to jest właśnie znak naszych czasów: profesorowie każą pacjentom się uczyć o własnym zdrowiu.
 


KĘS Z WIELORYBA
 
 
Nawet najwspanialszy lekarz nie ogarnia już dziś umysłem całości współczesnej medycyny, a postęp jest tak szybki, że może przegapić on nowy lek, badanie czy metodę leczenia. Nie zawsze jest dość czujny - lekarzom często zdarza się nie wykryć dość wcześnie groźnych chorób, bo np. chcą oszczędzić na ważnych badaniach. Dlatego świadomy pacjent powinien szukać wiedzy na własną rękę. Ale Internet, choć zrównuje pacjentów i lekarzy w dostępie do informacji, to nie wyrównuje poziomu ich zrozumienia. Od „dr Googla” dostajemy wyrywkowe informacje do przeczytania w kwadrans, które mogą być najświeższe i bardzo cenne, ale to tylko pojedynczy kęs z dania o wielkości wieloryba. Bez szerszej wiedzy trudno to ocenić. Lekarz uczył się medycyny przez lata, ale wizyta w gabinecie z reguły jest zbyt krótka na dyskusję. Jak zdobyć opinię rzetelnego fachowca na temat internetowych rewelacji? Ogólne zagadnienia można odnaleźć na forach medycznych (na hasło „forum medyczne” pojawi się ich dziesiątki). Oczywiście, najcenniejsze są wypowiedzi podpisane imieniem, nazwiskiem i tytułem lekarskim. Szczegółowe informacje, dotyczące konkretnych przypadków, można skonsultować w internetowej namiastce wizyty lekarskiej.

Rozwój Internetu doprowadził do pojawienia się cyberchondrii. Chory szuka wyjaśnienia objawów w pierwszej kolejności w Internecie i coraz mocniej przekonuje się o swojej chorobie. Jest sam z rosnącym lękiem, a pojawiające się z tego powodu dolegliwości, w tym często prawdziwy ból, utwierdzają go w słuszności błędnej autodiagnozy. Niepokoje wywołane szukaniem informacji o zdrowiu w Internacie są prawdopodobnie częstsze niż zwykła hipochondria. Sprzyja im atmosfera lęku, wytwarzana przez wiadomości o śmiertelnych zagrożeniach i katastrofach, wszechobecne we wszystkich serwisach informacyjnych. Przed tym zjawiskiem częściowo może uchronić życzliwe zrozumienie, że strach o zdrowie jest chwytem reklamowym, skutecznym, dlatego wszechobecnym. Jednakże prawidłowa higiena umysłu polega na tym, by z Internetu po prostu czasem wyjść.

 

SZKODLIWA PRZESADA


Decyzje o braniu lub odstawianiu leków na podstawie informacji z sieci są często obarczone poważnymi błędami. Z jednej strony, dochodzi do nadużywania leków dostępnych bez recepty i to na dwa sposoby. Pierwszy, to przedawkowanie jakiejś substancji dlatego, że znajdowała się w kilku różnych specyfikach o odmiennych nazwach handlowych, które pacjent przyjmował w dobrej wierze i zgodnie ze wskazaniami, ale biorąc je za rozmaite lekarstwa na tę samą dolegliwość. Drugi rodzaj nadużyć to nadmierne zaufanie lekom, które tylko łagodzą objawy, a nie usuwają przyczyny choroby. Na przykład, jeśli biorąc na serio reklamę któregoś ze znakomitych „poprawiaczy samopoczucia”, polecanych w infekcjach, pobiegniemy na narty lub basen z prawdziwą grypą, to zapalenie płuc lub, co gorsza, mięśnia sercowego - gotowe. Kolejny rodzaj przesady to lęk przed wszystkimi farmaceutykami i dostrzeganie u siebie wszystkich wymienionych w ulotce objawów niepożądanych. To jeden z aspektów cyberchondrii, który doprowadza do samowolnego przerywania terapii. Szczególnie groźne jest przedwczesne rezygnowanie z antybiotyków, bo grozi nie tylko powrotem choroby, ale i wyhodowaniem lekoopornych szczepów.
 
Zamieszczanie znanej formułki:
„Przed użyciem skonsultuj z lekarzem lub farmaceutą … znakomicie chroni przed skutkami naszych błędów producentów i reklamodawców leków. Nas, pacjentów, chroni jedynie stosowanie się do niej. I wyjaśnianie wątpliwości w aptece, do której zawsze możemy pójść. Inne niebezpieczeństwo, związane z poszukiwaniem leków w Internecie, to możliwość trafienia na podróbki. Są to leki, które, w najlepszym przypadku, nie zadziałają, bo zawierają zbyt mało substancji aktywnych, w najgorszym - mogą zaszkodzić. Niektóre podróbki zawierają szkodliwe substancje. Jeśli kupujemy leki przez Internet, to tylko w aptekach, które mogą nam udostępnić zezwolenie na sprzedaż leków.
 
 
 
TOKSYCZNE PLOTKI
 
 
Inną, równie groźną pułapką, czyhającą na internetowej ścieżce zdrowia, są porady brzmiące „naukowo", a w rzeczywistości bałamutne, niekiedy nawet śmiertelnie niebezpieczne. Najgroźniejsze przykłady to ruchy antyszczepionkowe, głoszące pogląd, że szczepionka jest groźniejsza niż choroba, przed którą ma chronić. Ich internetowa propaganda zaprzepaściła szansę uwolnienia Europy od odry i doprowadziła do powrotu epidemii opanowanych już chorób, takich jak krztusiec. Następna plaga, która spędza sen z powiek onkologom, to szerząca się moda na podawanie chorym na nowotwory zawartości pestek brzoskwiń i wiśni. Roi się od stron zachwalających trujące wnętrza pestek jako źródło „witaminy B17". Tajemnicza witamina to amygdalina, która rzeczywiście była podejrzewana o bycie witaminą, ale to było w latach 20. zeszłego wieku i ta hipoteza szybko upadła. Amygdalina po dostaniu się do organizmu rozpada się na kilka substancji, w tym na cyjanowodór, który tak jak cyjanek potasu, blokuje komórkom dostęp do tlenu.
 
Rezultat jest podobny do zatrucia tlenkiem węgla (zaczadzenia) i niekiedy wystarczy kilkadziesiąt pestek, by osiągnąć dawkę śmiertelną. Tymczasem internetowi sprzedawcy tych specyfików (tzw. Laetrile) podpierają się autorytetem noblisty Linusa Paulinga, który Nobla zdobył za coś zupełnie innego, a w tej kwestii się akurat mylił. Pytanie, jak odróżnić dobrą wiedzę od niebezpiecznych głupot, skoro na pierwszy rzut oka wyglądają równie wiarygodnie?
 
 
 
CZYTELNE DROGOWSKAZY
 
 
Wiele osób korzystających z Internetu stosuje zasadę, że pierwsze kilka wyników podanych przez wyszukiwarkę to najcelniejsze odpowiedzi. Tymczasem pierwsze strony to te, których twórcy zadbali, żeby pojawiały się przy wyszukiwaniu danego słowa. Osiągają to, używając sztuki zwanej pozycjonowaniem. Dlatego jeśli spytamy o lek lub chorobę, na pierwszym miejscu będą strony, które bądź zachwalają jakiś towar, bądź liczą na odwiedziny zaciekawionych internautów, by zarobić na pokazywaniu reklam. Żeby dotrzeć do rzetelnej wiedzy medycznej, trzeba przechytrzyć marketing i dotrzeć do stron, w których źródła znajdują się pod presją surowej recenzji. Najprostszy sposób to znaleźć szukany temat na Wikipedii, a następnie skorzystać z podanych tam linków. Można też w zwyczajnej wyszukiwarce dodać do zapytania skrót: „prof. dr hab.”. Jeśli znajdzie się wypowiedź człowieka o takim tytule i uda się sprawdzić, że figuruje on wśród pracowników jakiejś poważnej uczelni, jest to solidna gwarancja wiarygodności. To nie znaczy, że profesorowie są nieomylni. Jednak nieprzemyślane głupstwa w ich wykonaniu spotykają się z ostrą reakcją innych naukowców.
 
Ostatnio taką akcję można było zaobserwować na stronach Ministerstwa Zdrowia, gdzie ogół polskich uczonych wspólnie piętnował profesor biologii Dorotę Majewską, która udzieliła poparcia ruchom antyszczepionkowym. Do najgłębszej warstwy specjalistycznej wiedzy można sięgnąć, nazywając szukaną rzecz po angielsku i dodając słowo PUBMED. Pojawi się wtedy zawartość liczącej 21 milionów pozycji biblioteki medycznych publikacji z czasopism - znowu to ważne słowo - recenzowanych. Warto pamiętać, że informacje pochodzące z blogów i forów to tylko czyjeś prywatne opinie. Na popularnych portalach czytajmy uważnie wiele głosów z dyskusji, najlepiej ze środka, bo pierwsi odzywają się ci, którzy nie zdążyli pomyśleć. Jeżeli ktoś, podpierając się tytułem profesorskim, opowiada rzeczy sprzeczne z wiadomościami ze szkoły podstawowej (np. szczepionki szkodzą) - trzeba zachować wyjątkową ostrożność. A osobom proponującym cudowne lekarstwa na wszystko - od razu podziękować. Należy mieć świadomość, że jeśli chcemy naprawdę sprawdzić jakąś informację, musimy poświęcić na to dużo czasu i energii. W przypadku decyzji o zdrowiu - warto.
 
 
AUTOR: DOROTA WROŃSKA 
Artykuł pochodzi z magazynu:
 
 
 
 
 

 

 

wszystkie wpisy
Skontaktuj się z Twoją apteką
  1. Wypełnij formularz
  2. Poczekaj na informację zwrotną z wybranej apteki
  3. Przyjdź do wybranej apteki
Przejdź do formularza
Nasze apteki
31 różnych miast
8 aptek całodobowych
Wsparcie grupy
Szeroka oferta produktów
Biuro Obsługi Klienta
Apteki z Uśmiechem
Pon-Pt: 8.00 – 17.00
tel: 607 700 477
e-mail: kontakt@aptekizusmiechem.pl
Wykonanie strony WWW: Devilart